„Boso do Katowic” - Recenzja ze spotkania PDF Drukuj Email
Wpisany przez Karolina   
piątek, 21 stycznia 2011 14:21

3  listopada 2010 roku mieliśmy przyjemność gościć na naszej uczelni podróżnika   Wojciecha Cejrowskiego.  Spotkanie zorganizował Katolicki Związek Akademicki Gaudeamus. Prowadzący Mariusz Tomala przywitał wszystkich obecnych i zawiadomił o ważnej akcji która w najbliższych dniach rozpocznie się na Uniwersytecie Ekonomicznym. Akcja ta ma na celu nieść pomoc finansową dla dziewczynki chorej na PPHE. Włączenie się do akcji jest bardzo proste, wystarczy  wrzucić do pudełek rozstawionych na UE ze znaczkiem organizacji plastikowe nakrętki. Wydaje się, że to nie dużo lecz dar każdej osoby jest bezcenny.

O godzinie 17:00 zamknęły się drzwi Auli A i na podium wyszła gwiazda wieczoru  Pan Wojciech Cejrowski. Został on przywitany przez prorektora Wojciecha Dyduch. Występ można by podzielić na dwie  ramy programowe.

Wszystko zaczęło się od opowieści o zagubieniu w dzisiejszym świecie, w tzw. Świecie cywilizowanym, europejskim. W formie wyrażającej dystans do omawianych spraw, zostały omówione związki damsko-męskie, przypadki gejo-wozów, rozwinięta w Holandii prostytucja jako najnormalniejsza gałąź gospodarki. Czy to może być normalne? Czy w takim świecie można czuć się dobrze, spokojnie? Gdzie odnaleźć spokój i prawdziwe wartości? A może wrócić do źródeł, uciec w świat do którego „cywilizacja” jeszcze nie dotarła? Dlatego warto wyjechać,  nabrać dystansu do niektórych spraw, poukładać je  i odnaleźć swoje miejsce. Ktoś kiedyś zapytał pana Cejrowskiego :Jak zostać podróżnikiem? Odpowiedź była prosta: wyjedź!!! I tak zostaliśmy zaproszeni w wyprawę do dzikich plemion.

Światła na sali pociemniały, rozpoczęła się prezentacja zdjęć, wspomnień z wypraw w daleki nieznany nam świat, który istnieje teraz tak jak my. Na pierwszym zdjęciu, zobaczyliśmy niesamowicie pomarszczoną twarz kobiety. Czy można zachwycić się takim widokiem? Wbrew modzie stosowania wszelkich kosmetyków wygładzających skórę i „udoskonalania”, powiedzmy szczerze, że zmarszczki są piękne. One ujawniają się gdy się śmiejemy, gdy jesteśmy zatroskani, pokazują nasze emocje, dzięki którym łatwiej możemy rozpoznawać nastroje innych. Czyż nie jest piękna stara kobieta ze zmarszczkami mimicznymi zdradzającymi jak często się śmieje, jaka jest radosna? Dlaczego zakładamy maski i ukrywamy swoje prawdziwe ja. Ludzie dzikich plemion także jak my lubią się stroić. Jednak nie noszą złotych kolczyków, czy drogich kamieni, a wbijają w skórę np. patyczki i to jest właśnie ich biżuteria. Zarówno mężczyźni  jak i kobiety malują się rytualnie. Dobrze pamiętamy charakterystyczne ujęcie na fotografii twarzy pana Cejrowskiego i Indianina patrzących na siebie. Dwie osoby, w tym samym czasie, a między nimi odstęp cywilizacyjny sięgający 10000 lat odległości. O czym mogą myśleć w takiej chwili? O rzeczach wzniosłych czy porównywać swoje nosy? W tym przypadku wszystko jest fascynujące. Można na nowo zachwycić się człowieczeństwem, odkrywać siebie w drugim człowieku, zatrzymać się. A każdy chce być jak jaguar, bo on nikogo się nie boi. Kolejna fotografia, Indianie w przepaskach. Indianie inaczej rozumieją wstyd niż my, oni nie wstydzą się, im jest wstyd, że ktoś musiał oglądać to co nieprzyzwoite. W dzisiejszych czasach wielu ludzi pokazuje swoją nagość w ogólnodostępnych czasopismach i to właśnie jest wielki krok wstecz naszej cywilizacji.

W końcu długo wyczekiwana podróż statkiem w nieznane.  Wyprawa po rzece Amazonce – najnudniejszej autostradzie.  Długa droga, mija wiele czasu, ciągle ten sam widok, spokój. Z indiańskiej łódki przesiadamy się do statku, ale zanim to zrobimy może minąć nawet kilka dni. Co nam odpowie Indianin gdy zapytamy „kiedy odpłynął statek?”, możliwości są trzy: dawno, wczoraj, teraz,  a na pytanie „kiedy przypłynie?”, odpowiedzią są dwie możliwości: jutro lub później. W cenie biletu na statek jest gwarantowana pewna potrawa, pod warunkiem że mamy swoją miskę. Na zdjęciach widzieliśmy Indian siedzących w III poziomie statku obok beczek z cementem. Rankami daje się słyszeć wycie zarzynanych świń przeznaczonych do konsumpcji. Pierwszy tydzień wyprawy nie jest ciekawy, ciągle to samo i to samo. Europejczyk ma dość. A Latynos? Latynos umie patrzeć i cieszyć się z tego, że nie musi robić nic poza tym. Koniec podróży,  na slajdzie widzimy ludzi przeskakujących z jednego statku na drugi, porywających bagaże podróżnych.  Czyżby złodzieje? Wręcz przeciwnie tzw. Mafia taksówkowa. Można powiedzieć, że są oni pewnego rodzaju tragarzami. Każdy z nich jest zobowiązany zadowolić klienta swoją usługą, a więc nic nie może zaginąć, a poza tym nazwa zobowiązuje i nie jest przypadkowa.

Na koniec warto przytoczyć ciekawostkę. W Amazonii gdy pada deszcz nikt nic nie robi. Więc co zrobić gdy złapie nas tam niespodziewanie ulewa?, nie wracać do domu, po prostu czekać.

Spotkanie z Panem Cejrowskim było wspaniałą podróżą nie tylko w dzikie plemiona ale także w głąb siebie. Bo tylko zatrzymując się możemy odnaleźć, odkryć to co wartościowe w życiu i odnaleźć jego prawdziwy cel.

Zobacz zdjęcia ze spotkania.

Poprawiony: piątek, 29 kwietnia 2011 09:56
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież